„Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Znasz to, prawda?

To hasło, które towarzyszyło mi przez długi czas mojej korporacyjnej pracy. Marzyłam sobie o tym, że kiedyś, może na emeryturze a może jakimś cudem się uda wcześniej… będę miała takie zajęcie, które pokocham całym serduchem i wtedy już nie będę musiała pracować, tylko będę się oddawała swojej pasji.

Mój słodki biznes jest moją pasją. Lubię piec i wymyślać nowe połączenia smaków, nowe tekstury w tortach. Biznes stał się moim jedynym źródłem dochodu.

Nikt mi nie powiedział, że ten sam biznes i ta sama pasja po niespełna dwóch latach doprowadzą mnie do krawędzi. Do miejsca, które nazywane jest wypaleniem zawodowym. Przyjmowałam każde zlecenie, odbierałam telefon o każdej godzinie, odpisywałam na maile niemalże natychmiast.

Po prawie dwóch latach takiej pracy 24h/dobę i 7 dni w tygodniu powiedziałam mojemu mężowi, że zamykam pracownię. Mam dość. Boli mnie kręgosłup, mam siniaki na rękach od wałkowania masy cukrowej, śpię po 4-5 godzin na dobę. Koniec.

Mój mąż zrobił wtedy najmądrzejszą rzecz na świecie – zabrał mnie na krótkie wakacje. Nie wiedziałam dokąd jadę. On spakował plecak i w drodze oznajmił mi, że jedziemy do Krakowa.

Te dwa dni w Krakowie dały mi nową energię, w końcu się wyspałam i troszkę inaczej spojrzałam na swój biznes i to jaką sama sobie zrobiłam krzywdę.

Zmiany wprowadzałam bardzo powoli i stopniowo. Najpierw ustaliłam swoje zasady. Na maile odpisywałam codziennie rano, telefony odbierałam do 20. Potem przyszło najgorsze – musiałam ustalić, ile mogę przyjąć zamówień na dany dzień, żeby nie siedzieć w pracy do 3 nad ranem. Kiedy po raz pierwszy odmówiłam klientowi zrobienia tortu, zamiast poczuć ulgę, miałam wyrzuty sumienia. To zdecydowanie była najgorsza rzecz, której musiałam się nauczyć.

Poszłam nawet na kurs asertywności. Wiedziałam, że albo zmienię swoje podejście do biznesu, albo mogę się zamykać. Po 8 latach mogę z dumą powiedzieć, że to była jedna z lepszych moich decyzji.

W tej chwili odpisuję na maile w ciągu 24h, telefony mam dwa – jeden prywatny, drugi służbowy, ten służbowy wyłączam o 18 (wyjątek to sobota). Pilnuję, żeby pracować około 8h dziennie. Kiedy tylko mam wolniejszy czas jadę na urlop, nawet 2 dni to dużo, żeby złapać oddech.

Nie rozumiem, jak można chwalić się tym, że pracuje się po 17h na dobę, że na weekend jest 50 tortów „i ja to wszystko sama, nie spałam, nie jadłam i dałam radę”. Nie rozumiem, jak można wbijać do głowy młodym ludziom, że tylko praca, że „rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. To kłamstwo! Rób to, co kochasz, a będziesz zasuwać 5, 10, 15 lat aż w końcu padniesz na zawał. Chyba że pójdziesz po rozum do głowy.

Ja miałam to szczęście, że znalazłam wokół siebie mądrych i dobrych ludzi, którzy mnie wpierali i potrafili zrozumieć. Teraz nadal oglądam zdjęcia tortów z zachwytem w oczach, kombinuję jak zrobić fajną żelkę i prażynkę. Nie nudzi mi się moja praca, znalazłam nowe hobby, mam czas dla rodziny i przyjaciół.

Kiedy piszę ten artykuł, w telewizji na pasku ukazuje się news „wypalenie zawodowe uznane za oficjalną diagnozę medyczną”.

Nie doprowadź się do tego stanu, dbaj o siebie, naucz się odmawiać, naucz się relaksować i nie myśleć o pracy. A wtedy ze swojej pasji będziesz mieć rentowny biznes i będziesz szczęśliwa.

I tego Ci właśnie życzę.