O mnie.
Cześć, jestem Ula.
Pokazuję kobietom, że słodki biznes może naprawdę zarabiać.
Zaczęłam w korporacji
Zanim stworzyłam własną pracownię cukierniczą, pracowałam na etacie w korporacji. Przez kilka lat przeszłam drogę od asystentki do kierowniczki działu obsługi klienta.
Kilka miesięcy po awansie zrozumiałam, że to nie jest życie, które chcę prowadzić. Odeszłam i postawiłam na to, co wtedy dawało mi najwięcej radości, ale też budziło najwięcej pytań: czy da się z pieczenia naprawdę żyć?
Postawiłam na pasję
Przez 15 lat rozwijałam własny słodki biznes oparty na jednym głównym produkcie. Nie zaczęłam od ogromnej oferty i robienia wszystkiego dla wszystkich.
Zbudowałam markę na babeczkach z logo i nauczyłam się sprzedawać je tak, żeby ten jeden produkt pracował na całą firmę.
Współpracowałam z najlepszymi
Moja pracownia tworzyła słodkie realizacje dla marek takich jak Chanel, Dior, Google, CD Projekt, TVN czy Audi.
Dzięki temu wiem, jak rozmawiać z klientami, którzy mają konkretne oczekiwania, jak przygotować ofertę, za którą są gotowi dobrze zapłacić, i jak dowozić jakość wtedy, kiedy nie ma miejsca na „jakoś to będzie”.
Sprzedałam firmę
W tym roku zamknęłam ten rozdział w sposób, który pokazał mi coś bardzo ważnego: dobrze zbudowany biznes ma wartość także wtedy, kiedy Ty chcesz iść dalej.
Nie zwinęłam firmy. Sprzedałam ją. Za dobre pieniądze, nowym właścicielom, którzy prowadzą ją dalej.
Dziś uczę inne kobiety
Dziś uczę inne kobiety tego, co sama przeszłam: jak piec tak, żeby klienci wracali, i jak liczyć, żeby naprawdę się to opłacało. Dobry i smaczny produkt to połowa sukcesu.
Druga połowa to umiejętność pokazania swojej wartości: uczciwa wycena, oferta, którą klient rozumie, odwaga w rozmowie o pieniądzach i rozpoznawalność na lokalnym rynku.