fbpx

Patrzysz na osoby, które uczą się czegoś nowego z podziwem, czy raczej z powątpiewaniem? Gdy słyszysz propozycję nauczenia się czegoś, zmiany to wchodzisz w to chętnie, czy raczej myślisz – to nie dla mnie, albo to JUŻ nie dla nie?

Każdy wiek jest dobry na to, aby zadbać o swój rozwój osobisty, zatroszczyć się o siebie, a nawet znaleźć nowe hobby. Moja mama w wieku 65 lat odkryła makramę.
Niestety, lwia część dzisiejszych 30-40 latek ma ogromne wewnętrzne opory przed tym, aby robić coś dla siebie. Skąd się to bierze?

W dzieciństwie często rodzice zapisują nas na różne zajęcia dodatkowe: angielski, pływanie, taniec czy karate. A dzieci, jak to dzieci, często się nudzą, chcą wiecznie próbować i co kilka miesięcy mają nowy pomysł na siebie. Rodzice, w dobrej wierze, próbują w dziecku utrzymać motywację. Niestety, niekiedy narzędziami przymusowymi. W taki sposób często nabieramy ogromnych oporów przed uczeniem się czegoś z własnej woli.

Druga kwestia – tych zajęć jest za dużo. Trzy dziedziny, nawet 2 razy w tygodniu każda, to już zapełnienie każdego popołudnia w tygodniu i soboty. A gdzie czas na zabawę, znajomości, tak pożądaną dla prawidłowego rozwoju nudę? Nie ma. I to też w nas zostaje.

No i powód numer trzy – brak zainteresowań u rodziców. Mówi się o tym, że dzieci są lustrem, dlatego o tyle większe znaczenie niż to, co do dzieci mówimy, ma to, co robimy.
Czasem dzieci mają masę dodatkowych zajęć, ale nie widzą żeby ich rodzice mieli swoje własne hobby. Rosną w przeświadczeniu, że dorosłym te rzeczy nie są w ogóle potrzebne. A dorosły, który nie dba o siebie i o swoje przyjemności nie daje dobrego wzorca swoim dzieciom.

Krzyczysz już cała wewnątrz siebie, że przecież TY NIE MASZ NA TO CZASU?!

Ok, jestem w stanie się z tym zgodzić, sama byłam w tym miejscu. Dlatego też wpadłam wtedy na pomysł, aby moje hobby kręciło się wokół rozwoju mojej pracowni. To było proste – więcej się nauczę, to więcej zarobię i może uwolnię trochę czasu… Małe oszustwo, bo jednak najefektywniejszy relaks powinien odcinać się od życia zawodowego, ale jednak zadziałał. Uczyłam się u różnych osób i dekorowania i kompozycji i fotografii produktowej. Sporo dała mi praca nad sferą biznesową, bo to ona przełożyła się, w połączeniu z umiejętnościami zawodowo-marketingowymi, na finanse.

Niestety, nie było miejsca idealnego, gdzie można by było rozwinąć jednocześnie kompetencje cukiernicze i biznesowe. Dlatego też – stworzyłam je otwierając Słodki Klub. Do klubu można dołączyć tylko dwa razy w roku. Pracujemy przez 6 miesięcy w zamkniętej grupie, głęboko skupione nad tym, co jest ważne dla rozwoju naszych firm. Przy okazji jest oczywiście sympatycznie, są śmieszki, ploteczki i rewelacyjna atmosfera, dzięki czemu w Klubie jednocześnie się odpoczywa. Właśnie teraz jest ten moment, kiedy otworzyłam kolejną możliwość zapisania się na taki półroczny warsztat rozwojowy, Jeśli chcesz zobaczyć, co konkretnie będziemy robić, wejdź na slodkiklub.pl.