Często pytacie mnie o to, jak zacząć. Co robić, kiedy jesteśmy na rynku nowe, kiedy nie mamy bazy super klientów indywidualnych, a o firmowych w ogóle można tylko pomarzyć.

 

Opowiem więc Wam o moich najlepszych biznesowych decyzjach.

 

Szkolenia.

Na początku postawiłam na szkolenia stricte cukiernicze. Próbowałam coś zrobić sama setki razy, a jeśli za 101 nie wychodziło, jechałam na szkolenie. Najbardziej przydatne okazało się szkolenie z makaroników.

Później zainwestowałam w szkolenia i kursy marketingowe. To był strzał w 10. Wzbogacona w nową wiedzę zmieniłam swoje podejście do klientów, zaczęłam liczyć (Eureka!). Od razu wiedziałam, że niektóre „triki” są nie dla mnie. Dlaczego? Zawsze wyceniam tort przed realizacją. Nie podaję widełek i nie mówię klientowi „tort będzie kosztował ok. 300 zł”, a kiedy pod pracownię podjedzie najnowszym lexusem, cena nagle jest o 100 zł wyższa.

Mój klient czuje się ze mną bezpiecznie – zawsze wie, ile zapłaci. Przed realizacją ustalamy wspólnie, co ma się znaleźć na torcie. Jeżeli klient daje mi wolną rękę, to opisuję, jak mniej więcej widzę ten tort swoimi oczyma „tort w kremie ozdobiony jasnymi kwiatami, makaronikami i bezikami z topperem z imieniem dziecka”. Klient wie, czego może się spodziewać, mimo że finalny efekt pozna przy odbiorze zamówienia. Cena jest z góry ustalona.

Często też podpowiadam klientom – otwarcie mówię im, co wpływa na cenę tortu. Dla niektórych nie ma to znaczenia, inni to doceniają. Jestem szczera i otwarta na klienta. Jestem autentyczna, nie lubię ściemy.

Do tej pory się uczę i z każdego szkolenia, kursu, książki wyciągam nowe wnioski. W trakcie wakacji przeczytałam 5 ebooków z tematyki marketingu. Każdy jest ciekawy – jak prowadzić fanpage, jak pozyskiwać klientów, jak planować, zarządzać czasem itd. Fantastyczna wiedza, którą trzeba tylko dostosować do swojej branży.

 

Potęga internetu.

Od samego początku prowadziłam fanpage – to był mój sposób na komunikację z klientem. Chwilę potem zrobiłam stronę www. Była koszmarna, ale była. Najważniejsze informacje też były – nr telefonu, adres, mail. Prowadziłam bloga, gdzie dzieliłam się swoimi poczynaniami. Opisywałam sukcesy i porażki.

Relacjonowałam, co się dzieje i jakie mam plany. Pamiętam, jak moi obserwatorzy wspierali mnie, kiedy musiałam zamknąć kawiarnię, zanim na dobre ją otworzyłam (kiedyś Wam o tym opowiem). Nie zdawałam sobie sprawy, ile osób mnie czyta, dopóki nie pojawiły się setki maili ze słowami pocieszenia i wsparcia.

Jeżeli prowadzisz działalność, gospodarczą musisz mieć stronę internetową. Dlaczego nie sam Facebook? Facebook jest świetny. Ma miliony użytkowników, jest globalny. Bajka. A co się stanie, jeśli jutro pan Zuckerberg dojdzie do wniosku, że zamyka interes? Ups, nie ma Facebooka, nie ma Cię, nie ma klientów. Klops.

Po drugie – na stronie www umieszczasz zdjęcia, które są wyszukiwane w Googlach i innych przeglądarkach. Pozycjonujesz stronę i dzięki temu klienci z Twojej okolicy mogą łatwiej Cię znaleźć. Uwielbiam Google Adwords i często korzystam z tej formy reklamy.

Przed sezonem komunijnym puszczam reklamę tortów komunijnych. Przed ślubnym daję info o tortach weselnych itd. Sama reguluję, ile pieniędzy chcę na to przeznaczyć. Kiedy mamy mnóstwo zamówień i się nie wyrabiamy z pracą – wstrzymuję reklamę. Jeśli nam brakuje pracy – puszczam. W Warszawie jest mnóstwo cukierni, pracowni cukierniczych itd. Dlatego ułatwiam życie swoim potencjalnym klientom, dając im znać „halo, tu jesteśmy”. 😉

 

Targi śniadaniowe, ślubne itp.

Na samym początku uczestniczyłam we wszystkich wydarzeniach, na które mnie zapraszano. O ile koszt wystawienia nie był horrendalny oczywiście. Były targi śniadaniowe, ślubne, modowe (gdzie była strefa food) itd. Nie chodziło o zysk a o pokazanie się światu. Tego typu wydarzenia przyciągały mnóstwo ludzi. Na targu śniadaniowym poznałam swojego pierwszego dużego klienta korporacyjnego, z którym współpracuję do dziś.

Jeden z hoteli zaprosił mnie do udziału w dniu otwartym dla par młodych. Zrobiłam rozeznanie. Okazało się, że hotel oferuje tort „w cenie talerzyka”, a ja mam być tylko atrakcją / alternatywą dla tego tortu. Dlatego przygotowałam candy bar. Był tak piękny, że co trzecia para wychodziła z podpisaną umową na mój candy do tej pory podobnych propozycji pokazania się, wystawienia na różnego typu imprezach mam mnóstwo.

Wszystkie analizuję, chociaż rzadko biorę w nich już udział. Teraz mam inne priorytety i nie muszę już szukać klientów, ale ostatnio wzięłam udział (a raczej mój tort) w teledysku ślubnym. Kilka osób z branży ślubnej skrzyknęło się i nakręciliśmy teledysk, który później będziemy wykorzystywać na swoich stronach, Facebooku itd. Każdy dał coś od siebie za darmo, a skorzystają wszyscy.

Jeśli dopiero zaczynasz, to przyjmij zasadę, że musi o Tobie usłyszeć jak najwięcej osób. Inwestuj w swoją markę, inwestuj w siebie. Czytaj, ucz się, pracuj. Początki bywają trudne, ale są konieczne, żeby rozwijać siebie i swój biznes.

Poznaj mój Ebook: