Tort bezowy przełożony śmietaną lub kremem na bazie mascarpone i owocami od lat nie schodzi z piedestału i jest uważany za jeden z najbardziej dostojnych i eleganckich deserów. Za jego nazwą stoi równie intrygująca historia
i… międzynarodowy spór, który rozstrzygać musieli antropolodzy.

Gospodyni, która podaje Tort Pavlova zawsze może liczyć na zachwyty gości. Zrobienie chrupkiej z zewnątrz i delikatnej w środku bezy uznawane jest za potwierdzenie umiejętności kulinarnych autorki.
Zastanawiałyście się, skąd w ogóle ta beza się wzięła?

Pavlova – beza jak baletnica

Okazuje się, że jej historia jest owiana legendą. Najbardziej powszechna, co nie znaczy, że prawdziwa wersja, mówi o tym, że deser ten podany został primabalerinie Annie Pawłowej w 1929 roku w Perth. Tancerka poprosiła podobno o “coś lekkiego” i szef kuchni hotelu Esplanade zaserwował jej właśnie bezę z kremem i świeżymi owocami. I to jest wersja australijska…
W Nowej Zelandii twierdzą, że Pavlovą zaserwowali tancerce kilka lat wcześniej
w Wellington do popołudniowej herbatki.
Wątki z tych dwóch historii przeplatają się i trudno dociec, jak było naprawdę. Nie można jednak Pavlovej odebrać lekkości i podobieństwa do tiulowej spódnicy, która jest symbolem baletu.

Spór między Australią i Nową Zelandią kończy się… w Austrii!

Spór pozostawał nierozstrzygnięty, a zaangażowali się w niego nawet antropolodzy. Zgodnie z badaniami, okazało się, że Pavlova początkowo wcale nie była bezą,
a… galaretką, nazwa pojawiła się po raz pierwszy w USA w roku 1911, a sama beza już duuuużo wcześniej gościła na królewskich stołach w Europie.
W deserze, który jest łudząco podobny do Pavlovej lubowali się Habsburgowie. Nazywał się on Spanische Windtorte.
Nie zmienia to faktu, że w Australii i Nowej Zelandii torty bezowe to tradycyjne słodycze świąteczne i Pavlova jest tam ważnym filarem kultury kulinarnej.

Kapryśna pani beza

Mimo lekkiego rozczarowania odkryciami antropologów, w mojej głowie beza zawsze będzie kojarzyła się z baletnicą. Jej lekkość i kształt to jedno, a drugie to… kaprysy jej wysokości bezy, o których opowieści można posłuchać w niemalże każdej kuchni.
Prawda jest taka, że wypiekania, a właściwie suszenia idealnych Pavlovych można się nauczyć. Dużo będzie jednak zależało nie tylko od produktów, ale i od używanego sprzętu.
Dla mnie najważniejsze przy robieniu bezy są wręcz laboratoryjnie czyste naczynia, na których nie znajdzie się nawet gram tłuszczu oraz moment, w którym białka są idealnie ubite (nie należy ich przetrzymać zbyt długo w mikserze).
To jednak, co lubię najbardziej, to komponowanie owoców na Pavlovej. Zauważcie, że świeże truskawki, maliny, borówki, czy jeżyny, mają same w sobie tyle urody, że ich odpowiednie ułożenie sprawia, że nie można się temu deserowi oprzeć.