Dzisiejszy wpis będzie słodki do bólu, więc jak Ci to przeszkadza to sorry, musisz przeczytać coś innego. Dziś będę piać z zachwytu nad tym, jak dziewczyny ze Słodkiego Klubu poszły do przodu ze swoimi biznesami, w stylu, którego może im pozazdrościć niejeden z wielkich tego świata.

Patrząc na zdjęcia tortów Marty, można spędzić pół godziny na scrollowaniu jej Instagrama. Estetycznie
i z pomysłem, pełen profesjonalizm. Gdybym nie wiedziała, na jakim jest etapie, w życiu bym nie uwierzyła, że ta dziewczyna nie ma swojej pracowni (co się wkrótce zmieni, ale o tym przeczytasz dalej).

Z apteki do kuchni

A jednak.
– Z zawodu jestem farmaceutą, prywatnie żoną i mamą. Pracowałam w aptece, jednak bardzo chciałam podążać za słodką pasją, którą zaszczepił we mnie w dzieciństwie mój dziadek – piekarz i cukiernik, a którą od lat rozwijałam na różnych kursach i szkoleniach cukierniczych. Wiedziałam jednak, że do otwarcia pracowni nie wystarczy umiejętność tworzenia tortów, ciast i deserów. Potrzebowałam wiedzy dotyczącej zakładania
i prowadzenia firmy. I po tę wiedzę przyszłam do Klubu –
mówi.

Pół roku później Marta jest już w trakcie remontu swojej pracowni. Robi stronę internetową. Biznes nabiera rumieńców, a Wypieki Marcjanki lada moment zapewne zrobią niemałą rewolucję w okolicach Redy, Rumi i Wejherowa. Wiem to, bo przecież pomagałam w otwarciu niejednego słodkiego biznesu i widzę kobietę, która wszechstronnie przygotowała się do nowej roli.

Plany sięgają jednak znacznie dalej, bo jej myślenie o biznesie to coś więcej niż otwarcie pracowni, zdobycie klientów i zarabianie, chociaż w takim podejściu nie ma nic złego.

Chciałabym nawiązać współpracę z innymi przedsiębiorcami z okolicy, aby wspólnie promować nasze lokalne dobra. Mam już kilka pomysłów w tym zakresie i prowadzę wstępne rozmowy. Stawiam także na ciągły rozwój swoich umiejętności. Mam zaplanowane w kalendarzu na ten rok kilka szkoleń, na pewno będę także intensywnie czerpała wiedzę od ekspertów II edycji Klubu – zaznacza.

Po wiedzę i pewność siebie

Do stworzenia Słodkiego Klubu pół roku temu przystępowałam z lekkim niepokojem, bo co, jak co, nasze torciarskie środowisko słynie z tego, że jest tylko słodkie z zewnątrz, a gdy się tam wpada… można trafić na trochę jadu. Kto trochę w grupach na Facebooku dotyczących tortów był, ten wie…

A w Słodkim Klubie, być może dlatego, że to dość ekskluzywne grono, okazało się szybko, że nie tylko ja pomagam, ale w sumie to wszystkie się zaangażowałyśmy.

– Można śmiało powiedzieć, że to grupa wsparcia. Nie było tutaj żadnego wyśmiewania, żadnych „głupich” pytań, chamstwa (co się często zdarza na słodkich grupach). Nikt z nikogo nie szydził. Ktoś zadawał pytanie, ktoś znał odpowiedź i bez zbędnych komentarzy odpowiadał – wyjaśnia Edyta, której “Wypieki z sercem” podbiją zapewne Łódź i okolice.

To dziewczyna tak kreatywna, że na torcie dla fanki Ariany Grande znalazły się nuty z zapisem kawałka “Motive” wydrukowane na papierze cukrowym.

Ze Słodkiego Klubu najwięcej nauczyła się o wycenach
Dopiero tutaj wycena została rozłożona na czynniki pierwsze. To były godziny nauki, jak krowie na granicy-przepraszam za określenie-zostało wytłumaczone co składa się na końcową cenę tortu i innych słodkości. Candy bar – to SZTOS!!! Niezliczona ilość i przede wszystkim jakość wiedzy. Nie znajdziecie tego nigdzie – mówi.

Coś czuję, że spotkamy się także w kolejnej edycji, bo Edyta chce poprawić jakość zdjęć swoich słodkości i nie ukrywam, że była jedną z osób, która zainspirowała mnie do zaproszenia jako eksperta Justyny Porowskiej ze Smukłych Widelców, do II edycji Słodkiego Klubu.

Na głęboką wodę

To, co było dla mnie najcudowniejszą wiadomością, to fakt, że niektóre osoby wybrały sobie za punkt startu w słodkim biznesie właśnie Słodki Klub. Tak było m.in. u Moniki, poznanianki, która w sieci działa jako Zmielony Cukier. To projekt, który dopiero zaczyna, pierwsze wpisy na fanpage’u na Facebooku i Instagramie są z grudnia 2020. Odważyła się je założyć trochę dzięki nam. Swoją decyzję o dołączeniu do naszego grona skomentowała następująco:

– Wiedziałam, że zależy Ci na rozwoju osób zaczynających lub myślących, by zacząć biznes w słodkim świecie. Brałam udział w Twoich webinarach i obserwowałam, w jaki sposób podchodzisz do pytań, jak odpowiadasz szczegółowo, jak starasz się jasno przekazać informacje. Nie broniłaś zaciekle „Tajemnej Wiedzy Jak Rozwinąć Słodki Biznes”, tylko po prostu dzieliłaś się nią ze swoimi obserwatorami. Dlatego, też wiedziałam, że dużo skorzystam na dołączeniu do Słodkiego Klubu, że będzie tam solidna dawka wiedzy i możliwość dopytania o szczegóły, czy frapujące kwestie.

Nie ukrywam, że taki właśnie był mój zamysł, bo niezmiennie bawi mnie ta zmowa milczenia w słodkim świecie, która w magiczny sposób ma chyba powodować, że przybędzie nam Klientów. Otóż być może kogoś rozczaruję, jednak Klientów zdobywa się, rozwijając swój biznes, a nie rzucając kłody pod nogi potencjalnej konkurencji…

Wróćmy jednak do Moniki. Patrząc na nią, widzę siebie sprzed lat i życzę jej, żebyśmy za parę lat stały z naszymi pracowniami ramię w ramię – ja w Warszawie, a ona w stolicy Wielkopolski. A o czym marzy Monika?

Moim marzeniem jest, by na koniec drugiej edycji Klubu, mieć poukładany słodki biznes, przynoszący satysfakcję na każdym polu: rozwoju zawodowego, spełnienia kreatywnego, kwestii materialnej. Ale jednocześnie w harmonii z życiem rodzinnym, jestem mamą dwójki urwisów, więc pogodzenie roli cukiernicy i mamy jest dla mnie bardzo ważne – mówi.

I tego właśnie jej, a także pozostałym dziewczynom ze Słodkiego Klubu życzę. I tym z obecnej, i tym z kolejnej edycji.

 

Linki do social media bohaterek mojego tekstu:
Wypieki z sercem EP
Zmielony Cukier
Wypieki Marcjanki