Pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz w swoim dorosłym życiu mogłam sobie pozwolić na zakup drogiej torebki. Oszczędzałam na nią przez 2 miesiące.

Żeby kupić tę torebkę pracowałam jako pani sprzątająca w Stanach Zjednoczonych. Myłam podłogi na kolanach, szorowałam toalety, myłam 3 metrowe lustra tak długo, aż nie było widać ani jednej smugi.

Nie udało mi się, ja ciężko zapracowałam na tę torebkę 👛

Noszę ją z dumą od kilkunastu lat.

Towarzyszyła mi, kiedy ścierkę zamieniłam na laptop i pracowałam w korporacji. Była świadkiem, kiedy zachłysnęłam się wolnością, jakie dawały mi pieniądze i kupowałam bez opamiętania ubrania, buty, tonę zabawek dla mojego syna…

Widziała też moją przemianę, kiedy dostrzegłam, że te rarytasy nic nie znaczą, że są tylko kupą drogich szmatek, którymi próbuję zagłuszyć wyrzuty sumienia, że wiecznie pracuję i nigdy mnie nie ma kiedy moje dziecko mnie potrzebuje.

Towarzyszyła mi w dniu, kiedy złożyłam wypowiedzenie i widziała jak walczę o każdego klienta kilka miesięcy później kiedy miałam już swój słodki biznes.

Często słyszę Ty to masz szczęście, ale Ci dobrze, fajnie, że Cię stać”.

To, co widzą osoby wypowiadające te słowa, to te chwile, kiedy dumnie kroczę ze swoją torebką na kolejne spotkanie. Kiedy odpoczywam nad brzegiem morza, kiedy mogę w ciągu dnia wyskoczyć z córką do sali zabaw..

To, czego nie widzą, to te wszystkie chwile, kiedy ślęczałam nad cudzymi kiblami, żeby je wypolerować na błysk. Te chwile, kiedy zarywałam nocki pracując w korpo, żeby dowieźć termin. Te chwile, kiedy staję w obronie swojej pracy, kiedy sala weselna wylewa na mnie wiadro pomyj, bo przyjechałam z tortem o 30 min za wcześnie. Te chwile, kiedy wywala prąd w całym budynku, a na jutro jest 500 babeczek do zrobienia…

Nic mi w życiu nie wyszło. Na wszystko zapracowałam.

Inwestując w swój rozwój. Wyciągając wnioski z każdej porażki.

Teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej. Mam swoją pracownię, sama decyduję, kiedy wyjeżdżam na wakacje, czy przyjmę 20 tortów na weekend, czy 2, czy zrobię 4000 babeczek firmowych, czy 40 na przyjęcie urodzinowe, czy piszę ebook czy robię szkolenie. Ja decyduję czy chcę otworzyć kawiarnię, czy pisać przepisy dla klienta.

Zapracowałam na tę wolność.

Ty również możesz zapracować na swoje szczęście.

Zainwestuj w swój rozwój. Gwarantuję, że zwróci Ci się z nawiązką.

P.S. Do Słodkiego Klubu można dołączyć jeszcze tylko przez tydzień.