fbpx

Joasia Banaszewska (jeśli jeszcze nie znasz, to koniecznie musisz poznać, to moja instagramowa guru) wrzuciła ostatnio na Instastories bardzo fajną pogadankę. Mówiła o tym, jak bardzo niektóre zawody są niedoceniane, jak to osoby obserwujące z zewnątrz nas i naszą pracę lekceważą nasze umiejętności i doświadczenie. Wydaje się im, że nasza praca to takie „nic”. No bo przecież jakich nadzwyczajnych umiejętności wymaga zrobienie tortu czy zrobienie kilku deserków na słodki stół?

Niesamowite ile osób odezwało się do Asi z opisem swoich doświadczeń!

I tak mamy historię graficzki komputerowej. Bo przecież co to dla niej zaprojektowanie logo. Dla znajomej, po taniości, ale żeby było takie wow, nie? Historię prawniczki, która rzuciła pracę i odnalazła swoją pasję w krawiectwie, ale… dla koleżanki po znajomości sukieneczkę uszyć, najlepiej za darmo, no bo przecież 350 zł za sukienkę to masakra jaka drożyzna! Bo w sieciówce można kieckę na promocji za 99 zł kupić.

Znamy to z własnego podwórka, prawda? Kochaniutka, torcik dla mojej Lenki na 5 urodzinki, z kucykami pony… no najlepiej, żeby wszystkie były. No co to dla Ciebie takiego kucyka machnąć? Taka zdolna jesteś, szybciutko tak ten torcik zrobisz, przy okazji, nie? To co? W 100 się zmieścimy?

Kiedy zaczynasz z własnym biznesem, Twoim znajomym wydaje się, że powinnaś być im wdzięczna, bo przecież na nich sobie możesz poćwiczyć. Niestety po kilku latach prowadzenia biznesu, po kilku szkoleniach, po kilkudziesięciu nieprzespanych nocach, po tonach przerzuconej mąki i cukru, po setkach ulepionych figurek, Twoi znajomi nadal oczekują od Ciebie machnięcia torcika na szybko za stówkę. Jak wtedy się czujesz? Jak reagujesz?

Kiedyś miałam ogromny problem, żeby powiedzieć NIE. Miałam problem ze sobą, nie potrafiłam być asertywna, bałam się „co powiedzą, co pomyślą”. Do czasu… wszystko się zmieniło, kiedy zrobiłam tort dla znajomej za cenę składników i zamiast dziękuję, usłyszałam „nooo, ale się teraz cenisz”. Zapłaciła za same składniki, podkład i pudełko. Za swój czas nie policzyłam ani złotówki.

Moje wkurzenie (delikatnie mówiąc) na całą sytuację było tak duże, że od tamtej pory nauczyłam się jasno stawiać warunki. Jeśli znajoma się spóźni z zamówieniem tortu, to jej go nie zrobię. Jeśli cena jej nie odpowiada, to trudno. Jeśli wymyśla milion rzeczy na torcie, to liczę extra. Traktuję ją jak każdego innego klienta.

Takie podejście wiele weryfikuje. Na pewno weryfikuje listę znajomych. I nie – nie żałuję, że się skróciła. Nie słyszę już przytyków, że „się cenię”, „co to dla mnie”, nie słyszę wyrzutów „jak to nie masz czasu”. Nie jest mi to do niczego potrzebne. Jeżeli ktoś odzywa się do mnie tylko raz w roku po to, żebym zrobiła mu torcik dla córeczki, to raczej nie jest moim bliskim przyjacielem, tylko klientem. I w ten sposób go traktuję.

Dzięki takiemu podejściu i zmianie swojego nastawienia nie czuję się już lekceważona i niedoceniana. Nie czuję, że ktoś mnie wykorzystuje. W zamian za to czuję satysfakcję z tego, co robię. Czuję się spełniona. Otaczam się ludźmi, którzy mnie wspierają i nie chcą mnie wyzyskiwać. Otaczam się ludźmi, którzy promują mój biznes, którzy opowiadają swoim znajomym o tym, jakie fajne rzeczy robię. Nic ich to nie kosztuje, a dla mnie znaczy wiele. Każde polecenie, każdy like na stronie, każde udostępnienie jest na wagę złota.

Zmiana nastawienia wiele mnie kosztowała ale z perspektywy czasu wiem, że to była zmiana na lepsze. A jak jest u Ciebie? Czujesz się szanowana czy niedoceniana?