fbpx

W sierpniu brałam udział w dwóch szkoleniach cukierniczych. Z tortów piętrowych (tzw. kolosów) i candy barów. Łącznie 4 intensywne dni wypełnione nauką, praktycznymi wskazówkami i morzem słodkości. Jak takie szkolenie wygląda i czy warto na nie pojechać? 

W lipcu otrzymałam od dziewczyn zaproszenie na ich szkolenia. Często na grupie i w wiadomościach prywatnych pytacie mnie o to do kogo warto pojechać, jak takie szkolenie wygląda, czy torty piętrowe są “prawdziwymi” tortami czy w środku jest tylko biszkopt i krem maślany, czy dostaniecie przepisy, a prowadzący wystawi fakturę i certyfikat ukończenia kursu. 

Aby nie polecać Wam czegoś, czego sama nie sprawdziłam, pojechałam na dwa szkolenia Marleny i Kasi, które odbywało się w Krakowie. 


Szkolenie prowadziły: Marlena Doroś (Bajkowe Torty) i Kasia Chudy (Cake me). 

Już na samym początku zaskoczyło mnie to, że mnóstwo sprzętów na szkolenia dziewczyny przywożą ze sobą – łącznie z piecem konwekcyjnym, mikserami planetarnymi i mikrofalówką. Same wożą te urządzenia po całej Polsce! 

Kolejnym zaskoczeniem było to jak świetnie dziewczyny się wzajemnie uzupełniają. Talent Marleny Doroś do dekoracji i figurek znałam od dawna. Jednak z Kasią Chudy nigdy wcześniej nie miałam okazji się poznać. Byłam pod wrażeniem wiedzy technicznej jaką posiada. Kiedy jednak opowiedziała jakie ma doświadczenia i u kogo je zdobywała (między innym u Tomka Dekera), to wszystko stało się jasne 🙂 

 

Szkolenie z tortów piętrowych 

Szkolenie rozpoczyna się o 9 rano. Na początku prowadzące opowiadają chwilę o sobie i swoich cukierniczych doświadczeniach i bez zbytniego przeciągania zabierają się do pracy. A tej jest całe mnóstwo! 

Każda uczestniczka otrzymuje swój zeszyt z przepisami. Łącznie jest ich ponad 20. Są różnorodne: kremy bazują na tradycyjnych połączeniach i tych bardziej nowoczesnych. Nie zabrakło przepisu na mus i kremy wegańskie. Oprócz tego żelki, wkładki i prażynki połączone w fantastyczne, przenikające się smaki i tekstury. 

I na tej właśnie bazie budowałyśmy torty. Wszystko na naturalnych składnikach i półproduktach z bardzo dobrym jakościowo składem. 

Pierwszego dnia przygotowałyśmy wkładki, prażynki, żelki i biszkopty (większość biszkoptów była upieczona już wcześniej, jednak na szkoleniu prowadzące pokazują jak taki biszkopt przygotować). Po południu składałyśmy torty w rantach. 

W praktyce wygląda to tak, że prowadzące pokazują jak przygotować żelkę czy prażynkę, ale często zapraszają kursantki do wspólnej pracy więc każda osoba, która ma ochotę zrobić na przykład prażynkę, może to zrobić pod czujnym okiem Kasi Chudy. 

Podobnie wygląda sprawa składania tortów, wyjmowania ich z rantów i tynkowania. 

Tutaj już każda uczestniczka szkolenia mogła się wykazać. Tortów do tynkowania było tak dużo, że nie było osoby, która by nie zaznała tego zaszczytu i nie spróbowała swoich sił. 

Dzień drugi upływa na piętrowaniu tortów i dekorowaniu. Dowiadujemy się między innymi jak uzyskać intensywny zielony kolor tynku, jak zrobić ozdobę z izomaltu, koronkę czy falbankę z papieru waflowego. Bardzo podoba mi się technika dekorowania, którą nazwałam “burzą śnieżną”. Jest niesamowita!

Jednak, to co robi na mnie największe wrażenie tego dnia to różne triki stosowane przy piętrowaniu tortów, którymi dzieli się Marlena Doroś. Pokazuje absolutnie wszystko! Od tego jakie podkłady się sprawdzają przy tak dużych tortach, po dobór i docięcie wsporników, aż po technikę składania. Omawia absolutnie wszystko: narzędzia, technikę, proces i daje mnóstwo wskazówek, które mogą się przydać w czasie pracy, np jak naprawić źle docięty wspornik bez konieczności jego wyjmowania. 

Dziewczyny odpowiadają na każde pytanie. Wychodzą z założenia, że nie ma głupich pytań i udzielają wyczerpujących odpowiedzi. Dzięki temu kursantki nie czują się skrępowane i nie boją się, że ich pytanie zostanie zlekceważone. 

Podczas szkolenia powstają dwa ogromne torty – pięcio i sześciopiętrowy. Robią wrażenie. Każdy jest w zupełnie innym stylu. Moje serce kradnie biało-różowy. Jest delikatny, kobiecy. 

Drugi tort jest bardziej drapieżny. Ciemnozielony ze złotym malowidłem na froncie, pawimi piórami i suszonymi kwiatami.

Po szkoleniu każda kursantka dostaje certyfikat i ogromne pudło z każdym smakiem tortu jakie przygotowałyśmy. 

Na spokojnie, w domowym zaciszu można skosztować tortów, porównać, wyciągnąć wnioski. 

 

Mój ulubieniec to tort pistacjowy z czerwoną porzeczką. Prażynka jest fenomenalna! 

Szkolenie z candy barów 

Byłam bardzo ciekawa tego szkolenia i jednocześnie bałam się, że nie będzie ono do końca zgodne z tym, czego sama uczę na co dzień. A na samym początku powiedziałam dziewczynom, że polecę tylko to, z czego będę w 100% zadowolona i co będę mogła polecić z czystym sumieniem. 

Mogłam jednak odetchnąć z ulgą bo to szkolenie okazało się prawdziwą petardą

Pierwszy dzień wyglądał podobnie jak w przypadku tortów piętrowych. Dziewczyny wyjaśniły podstawy, opowiedziały w jaki sposób będziemy pracowały. Tego dnia przygotowałyśmy wspólnie ogrom półproduktów, na przykład ganache do makaroników, żelki i wkładki do monoporcji, ciasto na cake popsy, prażynki, sable itp. 

Ten dzień nie powala kursantek na kolana. Jest dużo pracy, a nie widać efektów. Ale to dlatego, że prawdziwa magia dzieje się drugiego dnia

Każda jedna rzecz jaką robimy ma swój efekt. Składamy monoporcje – robimy zamsze i glazurę, pieczemy makaroniki i przekładamy je ganache, dekorujemy słodycze, robimy nowoczesne formy tradycyjnych wypieków (czyli to, co lubię najbardziej) na przykład sernik z popcornem, deserki w słoiczkach. Jest naprawdę intensywnie. Pracujemy na wielu polach jednocześnie. 

Popołudnie to czas na teorię. Omawiamy nie tylko proces organizacji i transportu ale również wyceny. Dziewczyny pokazują w jaki sposób policzyć food cost i jak wyceniać poszczególne desery. Ten ostatni element jest nawet uwzględniony w zeszycie z przepisami. 

Marlena i Kasia mają inny system wyceny candy barów niż ja, ale nie mówią że jest to jedyny słuszny kierunek. Omawiają jego zalety i opowiadają jak sprawdza im się w praktyce. Zachęcają jednocześnie do tego, aby kursantki same znalazły swój sposób na przygotowanie oferty słodkich stołów i swój sposób na wyceny. 

Na koniec czeka nas najlepsza część – przygotowanie, dekoracja stołu i  ustawianie słodkości. To jest to, na co czekały kursantki. Tu dopiero widać efekt naszej pracy. Wszystkie deserki mają swoją przepiękną oprawę, są cudownie wyeksponowane i mają cudowne tło. 

Przygotowujemy dwie aranżacje. Jedną w klimacie boho, drugą glamour. Obie cudowne! 

Na koniec otrzymujemy garść wskazówek gdzie szukać naczyń i tekstyliów na candy bary, dostajemy certyfikaty, robimy wspólne zdjęcie i.. każda z dziewczyn dostaje dwa pudełka wypełnione słodyczami 🙂 

 

Szkolenie i co dalej?

Każda grupa szkoleniowa ma swoją grupę w messengerze do szybkiej komunikacji plus dostęp do grupy szkoleniowej na fb. 

Prowadzące odpowiadają na pytania byłych kursantek. Bo często jest tak, że te pytania rodzą się dopiero po jakimś czasie. Fajne jest to, że wtedy nie jesteśmy pozostawione same sobie, ale nadal mamy opiekę. 

 

Co, gdzie i za ile 

Wszystkie informacje gdzie odbywają się szkolenia, ile kosztują i jak się na nie zapisać znajdziecie na stronie Bajkowe Torty w zakładce wydarzenia:

https://www.facebook.com/BajkoweTortyElblag/events

 

oraz na stronie Cake Me, w zakładce wydarzenia:

https://www.facebook.com/CakeMePracownia/events

 

Na hasło “Ula Stępniak” otrzymacie 10% rabatu na każde szkolenie. Przy zapisie na oba szkolenia również otrzymujecie 10% rabatu (rabaty nie łączą się). 

 

Czy warto? 

Myślę, że rozwiałam wszystkie wątpliwości co do tego czy warto pojechać na szkolenie do Marleny Doroś i Kasi Chudy. 

Mimo, że mam 10-letnie doświadczenie to również nauczyłam się czegoś nowego. Fajnie było zobaczyć jak ktoś inny składa torty, jaką ma technikę tynkowania i w jaki sposób organizuje sobie pracę. Część tej wiedzy już stosuję u siebie. 

I to jest chyba najlepsza rekomendacja.