fbpx

Nie spodziewałam się, że ostatni webinar o dostosowaniu lokalu do prowadzenia słodkiego biznesu odbije się takim szerokim echem…

Dzień po webinarze dostałam od Was mnóstwo wiadomości. Część z nich była mega optymistyczna. Pisałyście, że w końcu wiecie co i jak, że odwiedziłyście sanepid i zabieracie się do działania, że w końcu macie plan i wiecie co robić krok po kroku, od czego zacząć i na co zwrócić uwagę. I super mnie to ucieszyło, ale jest pewne „ale”.

Dostałam też kilka wiadomości, że to za dużo, że nie spodziewałyście się, że to aż tak skomplikowane, że Was to przerasta… i to mnie bardzo zasmuciło.

To dwie strony jednego medalu. Dwa zupełnie różne podejścia, jak i moje odczucia.

Z jednej strony radocha, że komuś pomogłam, zmotywowałam, że być może przyczyniłam się do tego, że ktoś otworzy swoją wymarzoną pracownię.

Z drugiej strony smutek, że inna osoba uznała, że nie da rady, że formalności ją przerastają i że przeze mnie tej swojej wymarzonej pracowni nie będzie miała.

Od webinaru minęło już kilka dni. Miałam czas, żeby się przespać ze swoimi uczuciami, żeby poukładać sobie w głowie myśli. Patrzę teraz na to z pewnym dystansem.

Każda z osób na webinarze usłyszała to samo, a inaczej zareagowała. Zareagowała tak, jak wewnętrznie czuje, tak, jak w danym momencie była w stanie odebrać moje słowa. Być może ktoś nie jest gotowy na otwarcie swojej pracowni, tak jak ja kiedyś nie byłam gotowa na prowadzenie swojej wymarzonej kawiarni. Być może ktoś przyszedł na webinar właśnie po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że to nie jest takie proste, że to nie jest ten moment, że jeszcze nie czas.

Moim celem jest przekazanie Wam jak największej dawki rzetelnej wiedzy o słodkim biznesie. Nie opowiadam Wam jaki jest to piękny, kolorowy, lukrowy świat. Czasami pomarudzę, że za mało snu, czasami opowiem anegdotkę o tym, jak klienci reagują na torty, czasami pokażę swoją buzię umazaną kremem i ręce, które się nie chcą domyć, bo barwnik się wylał centralnie na nowe paznokcie. Opowiadam o kulisach słodkiego biznesu tak, jak wygląda on na co dzień. Wszystkie jego dobre i złe momenty. Wszystkie blaski i cienie.

Jeżeli ktoś, widząc to wszystko, stwierdzi, że super, że właśnie tego chce, że właśnie o tym marzy i już nie może się doczekać; to czuję, że zrobiłam kawał dobrej roboty.

Jeżeli ktoś powie, że nie tego się spodziewał, że nie o to mu chodziło, że za dużo tych wszystkich formalności, że jak to klientom odpisywać 6 godzin na maile, że po co te wszystkie faktury, paragony, VAT-y, o nie; to też czuję, że zrobiłam kawał dobrej roboty.

Jedna zdeterminowana osoba otworzy swoją ukochaną pracownię, a inna z bólem serca nie będzie swojej wymarzonej pracowni zamykała z hukiem po roku działalności.

Mission successfully completed 😉