fbpx

Life balance, równowaga – te hasła były mi zupełnie obce kiedy pracowałam w korporacji. Dlatego zakładając swój biznes pierwszym postanowieniem jakie miałam było „pracuj 8h dziennie”. 

Przez dość długi czas udało mi się dotrzymać słowa. Robiłam plan dnia, trzymałam się go sztywno i choćby się waliło i paliło, nie zanosiłam pracy do domu: nie odpisywałam na maile, nie odbierałam telefonów. W domu był czas dla rodziny i dla mnie. Idealny life balance. 

Z czasem sytuacja nieco się zmieniła. Pracowałam sama, zamówień było coraz więcej, klienci stawiali mi wysoko poprzeczkę. Trudno było odmówić realizacji zamówienia. Mój biznes raczkował, zależało mi na każdym zleceniu, rachunki się piętrzyły i wciąż myślałam o tym, że należałoby odłożyć pieniądze “na czarną godzinę”.

Nie myśląc o konsekwencjach i zapominając o swojej zasadzie “8 godzin”, na pierwszy w swojej karierze sezon komunijny, przyjęłam rekordową ilość zleceń (wtedy jeszcze nie robiłam tortów weselnych). Pracowałam od środy do niedzieli po 16-18 godzin na dobę i tak przez ok 2 miesiące.
Byłam wykończona, przepracowana, nie mogłam się skupić, robiłam głupie błędy.

Po tych dwóch miesiącach wniosek miałam jeden – nigdy więcej 🙂 

Od tamtej pory analizowałam każde zlecenie. Sprawdzałam ile mniej więcej czasu zajmie mi jego wykonanie. Liczyłam czy mogę przyjąć kolejne zlecenie na dany termin czy już mam komplet. 

Kolejną ważną rzeczą było znalezienie czasu na odpoczynek. 
Brzmi śmiesznie, ale faktycznie miałam z tym ogromny problem. Kiedy patrzyłam w kalendarz widziałam tylko listę zadań na każdy dzień. Nawet jak początek tygodnia był spokojny i mogłam z powodzeniem zrobić coś tylko dla siebie, to znajdowałam pretekst, żeby pojechać do pracowni, przygotować coś na później albo wypróbować nową kombinację smaków. 
To jest ważne, żeby robić eksperymenty smakowe, żeby uczyć się nowych technik i żeby doskonalić swój warsztat pracy. Jednak taka praca non stop przez kilka lat bez żadnych wakacji, nie jest niczym dobrym. 

Pojawiła się w głowie myśl, że chcę rzucić swój biznes. Mam dość, jestem przemęczona, nie cieszą mnie nowe zamówienia, a klienci wręcz działają na mnie jak płachta na byka.. 
Całe szczęście, że mój mąż wtedy wziął sprawy w swoje ręce i.. wywiózł mnie do Krakowa. Dosłownie – zapakował mnie do samochodu i dopiero w połowie drogi zorientowałam się, że nie jedziemy do sklepu. W ciągu dwóch dni, które spędziliśmy powłócząc nogami po krakowskiej starówce i rozmawiając o wszystkim i o niczym, uświadomiły mi jaki błąd popełniłam. 

W pogoni za doskonałą firmą, za tym, żeby zadowolić wszystkich, żeby stale się rozwijać i przeć do przodu.. zapomniałam, że to ja w tej maszynie jestem najważniejsza. Beze mnie ta firma nie przetrwa nawet tygodnia. Nie mogę myśleć o rozwoju jeżeli będę zmęczona, wkurzona na cały świat i nie będę miała siły rano wstać z łóżka. 

Kiedy w końcu udało się znaleźć lukę w kalendarzu i po raz pierwszy od 3 lat wyjechałam na prawdziwy urlop (prawdziwy czyli 10-dniowy) poczułam, że żyję. 
Nie – funkcjonuję z dnia na dzień, tylko naprawdę żyję! 

To był ten szczegół, o którym zapomniałam, a który okazał się bardzo ważnym elementem całej układanki. Już po kilku dniach urlopu odzyskałam energię i chęć do nauki nowych rzeczy, szukałam nowych inspiracji, czytałam zagraniczne blogi. Wróciłam do świata żywych 🙂 

Od tamtego czasu minęło kilka lat. Pilnuję tego, żeby co roku wyjeżdżać chociaż na krótkie wakacje. Pilnuję, żeby wyjeżdżać nawet na 2-3 dni poza miasto i spędzić czas z rodziną albo przyjaciółmi. 

Kiedy teraz słyszę od osób prowadzących własne biznesy, że chcą zamknąć firmę, że są przepracowane i mają dość; od razu nasuwa mi się pytanie: kiedy byłaś ostatnio na wakacjach, kiedy zrobiłaś coś tylko dla siebie, kiedy przeczytałaś fajną książkę albo obejrzałaś swój ulubiony film, kiedy wyszłaś na randkę z mężem? 

Już nie zapominam, że to ja jestem kapitanem swojego okrętu. 
Nie zapominam, że zmęczony kapitan = niebezpieczeństwo.
Nie zapominam o tym, żeby o siebie odpowiednio zadbać. 

I mam nadzieję, że nigdy już nie powtórzy się sytuacja, że będę chciała zamknąć firmę, bo będę przepracowana.